Zapomniane Obozy
 
Stanisław Krawański
Urodził się 15 listopada 1928. Ojciec pana Krawańskiego był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku, walczył w Armii Hallera. Po wojnie  w wyniku parcelacji gruntów otrzymał gospodarstwo w Gawrońcu na Pomorzu. 15 listopada 1941 rodzina wywieziona została do obozu w Toruniu, a po jego likwidacji w czerwcu 1943 do obozu w Potulicach, gdzie po dwóch miesiącach została rozdzielona (m. in. ojciec przewieziony został na roboty do Gdańska). W listopadzie 1943 pan Krawański przewieziony został do podobozu w Pile, mieszczącego się przy zakładach lotniczych. W styczniu 1945 Niemcy ewakuowali więźniów obozu na Zachód. Transport pieszo dotarł do Polic nad Odrą, gdzie mieścił się obóz pracy. Na wieść o zbliżaniu się Armii Czerwonej więźniowie przetransportowani zostali na północ Niemiec. Koniec wojny zastał pana Krawańskiego w miejscowości Denin. Stamtąd przez Szczecin wrócił do rodzinnej wsi. Po wojnie pracował w zakładach budowy maszyn, służył trzy lata w wojsku. Mieszka w Terespolu Pomorskim.
 
Stanisław Krawański w dniu nagrania relacji
Przyczyny aresztowania, uwięzienie i transport do obozu
Gdy nas wywozili do obozu w Toruniu, do stacji do Terespola jechaliśmy swoim pojazdem, w konie. Gdy wyjeżdżaliśmy, była tam już tablica, na niej napisany nasz numer i numer tego Niemca, który miał być na naszym gospodarstwie. Bo przywieźli tam Niemców z Besarabii i gospodarstwa należały już do nich, odbierali nasz wóz, wszystko się zostawiało, i oni od razu ten wóz i te konie odbierali. Nie wiadomo było co uwieźć ze sobą. Jak się do obozu przyszło, była rewizja i wszystko było zabierane to, co albo miało jakąś wartość, albo było polityczne jakoś, to tym bardziej jeszcze zabierano. To myśmy jeszcze spalili dużo różnych rzeczy w piecu przed wyjazdem.
Esesmani i funkcyjni
W Toruniu był taki szalony esesman, nazywał się Schoschke. W nocy wpadał na baraki, otwierał, wyganiał ludzi, gonił po placu. Niesamowicie było. To taki był szaleniec, że po prostu niemożliwe było. Baraki przeciekały - to były takie magazyny - wszystko to przeciekało, więc ludzie łatali dach puszkami czy czymś takim, nawet parasolem, jak ktoś go miał. Schoschke chodził, zrzucał to tyczką, wszystkich wyganiał, krzyczał, po placu gonił niesamowicie. To był taki wściekły pies. Byli w Toruniu tacy, którzy wysługiwali się bardzo Niemcom. Byli kapowie, co chodzili przy płocie z kijem, bo jak czasami esesman przeszedł w inne miejsce, więźniowie przerzucali różne rzeczy przez płot. Umawiali się z ludźmi, bo miasto było blisko. Esesman w jednym miejscu nie stał, chodził, a jak czasami się odwrócił, to ludzie z obozu wyrzucali jakieś tam zawinięte listy za płot. A kapowie chodzili z kijami - to byli najgorsi ludzie. Jak kogoś zobaczył taki kapo, tłukł kijem ile weszło, a czasem jeszcze doprowadził do esesmana albo do tego głównego kapo. Bo kapo był na każdym baraku, ale był jeszcze hauptkapo, główny kapo.
Choroby - śmierć w obozie
W Toruniu był mały obóz, a umieralność była bardzo wielka. Warunki były straszne. Przede wszystkim szerzyły się bardzo wszawica, świerzb, żółtaczka i tyfus. Jak wybuchła epidemia tyfusu, Niemcy zamknęli wszystkich w barakach, pozamykali i nie wypuszczali. Postawili kubły do załatwiania się, kazali wnieść po takim dużym kuble i zamknęli, i nie wypuszczali nikogo. Tylko rano i wieczorem wynosili tych, którzy poumierali. Ale nie Niemcy, tylko więźniowie musieli to wszystko wynosić.
Ewakuacja, marsz śmierci
Posłuchaj:
 
Pierwszy dzień w obozie
Posłuchaj:
 
 
Dom Spotkan z Historią Ośrodek Karta Ośrodek Karta EACEA