Zapomniane Obozy
 
Józef Gajda
Urodził  się 30 czerwca 1922 we wsi Nagórzanki k. Kazimierzy Wielkiej w rodzinie rolniczej. Pan Józef ukończył siedem klas szkoły powszechnej, był członkiem "Strzelca". Z braku środków na dalszą edukację został członkiem Podoficerskiej Szkoły dla Małoletnich w Śremie. Po wybuchu wojny został powołany ze szkoły do artylerii przeciwlotniczej. Po zakończeniu działań wojennych wrócił do domu i  zapisał się do Wyższej Szkoły Handlowej w Kazimierzy Wielkiej. Uczęszczał tam jednak tylko przez rok, ponieważ w 1940 roku został skierowany do Służby Budowlanej (Baudienst). Został przydzielony do obozu Koszyce-Dolany-Witów. Do połowy 1941 wykonywał roboty melioracyjne na rzece Szreniawa w pobliżu wsi Sokołowice (koło Koszyc). W połowie 1941 zlikwidowano obóz w Witowie i przeniesiono jego oddział do Krakowa-Dąbia (obóz nr 4/102). Tutaj zostali skoszarowani w barakach przy ulicy Mogliskiej. W okresie pobytu w Krakowie pracował przy przebudowie linii kolejowej w Bieżanowie i Płaszowie. W 1944 roku wraz z kolegami, podobnie jak on należącymi do Armii Krajowej, zbiegł z krakowskiego obozu. Wstąpił do oddziałów partyzanckich, walczył w bitwie pod Barbarką, podczas której został ranny. Po zakończeniu wojny został wcielony do Milicji Obywatelskiej, trafił do Wrocławia. Zrezygnował ze służby, gdy zaczął być prześladowany z powodu odmowy wstąpienia do PPR. Osiadł w Krakowie i pracował jako elektryk. W 1974 roku wyemigrował do Australii. Do Polski powrócił w 2000 roku. Mieszka w Krakowie.
 
Józef Gajda (po lewej) razem z ojcem przed domem, Nadgórzanki, lata 20.
Uczniowie i nauczyciele Wyższej Szkoły Handlowej w Kazimierzy Wielkiej, 1940 rok.
Zdjęcie rodzinne, lata 40. Fot. Marian Sendor
Józef Gajda w baraku Baudienstu, 1942 rok.
Kierownictwo Baudienstu w Dębicy, lata 40.
Junacy przed barakiem Baudienstu, lata 40.
Robotnicy Baudienstu nad Wisłą, Józef Gajda w środku, lata 40.
Kolumna junaków w drodze do pracy, 1943 rok.
Robotnicy Baudienstu w Krakowie, lata 40.
Robotnicy Baudienstu, Józef Gajda stoi, lata 40.
Obóz Baudienstu w Koszycach, lata 40.
Robotnicy Baudienstu podczas pracy, Józef Gajda pierwszy po lewej, Kraków, lata 40.
Robotnicy Baudienstu, Józef Gajda siedzi w drugim rzędzie w środku, lata 40.
Robotnicy Baudienstu podczas układania szyn w Krakowie Płaszowie, lata 40.
Robotnicy Baudienstu, lata 40.
Harcerze, lata 50.
Esesmani i funkcyjni
Mianem polskiego błota określam tych Polaków funkcyjnych, którzy z całą bezwzględnością męczyli nas, jak szliśmy do pracy. Wtedy nam nakazywano śpiewać. Jeśli był w dobrym humorze i kazał śpiewać to jeszcze było znośnie, ale czasami były takie wypadki, że nas bez wiedzy niemieckiego inspektora i bez wiedzy niemieckich zarządców dodatkowo męczyli. Najbardziej bolało to, że ci, którzy zostali wybrani na tzw. vorarbeiterów, vorwerkerów, werkmeisterów, ci czasami byli bez litości wobec więźniów. Zachowywali się czasami gorzej niż Niemcy wobec tych biednych ludzi. Kiedy więzień szedł po kawę, czy herbatę, czy po zupę na obiad, ten Polak stał z grubą gumą i lał po rękach, gdy więzień brał pożywienie. Więc zamiast się trochę posilić, nabrać trochę sił, to więzień był bity. Ten zbrodniarz odebrał lub popsuł życie wielu kolegom. I wtedy myśmy zaczęli interweniować wobec tych półdiabłów czy diabłów, jak myśmy ich nazwali. Oni bardzo marnowali chłopaków, kiedy ci wracali z pracy. Jeżeli werkmeister był wściekły, to zamiast zarządzić marsz normalny, łagodny, to on nakazał ludziom robienie żabki. Na czym żabka polegała? Tak się należało pochylić i skakać jak żaba, dopóki on nas trzymał na rozkazie. To było bardzo niedobre. Podobnie było, kiedy kazali nam śpiewać, bo nigdy nie było wiadomo czy się dobrze śpiewa, czy nie. A oni niezależnie czy byli zadowoleni, czy niezadowoleni, wyprawiali z nami okrutne rzeczy. Robili sobie z nas żarty, ale nas to kosztowało bardzo dużo.
Sokołowice 1940
Esesmani i funkcyjni, Żywność w obozie, głód, więźniowie innych narodowości
Bieg życia, trochę gorszy, zaczął się od nowa w Krakowie, gdzie Niemcy przemieścili cały obóz. Była to ulica Mogilska na Dąbiu, tam się zaczęła inna praca. Ciężko pracowaliśmy na dworcu kolejowym w Bieżanowie i Płaszowie przy budowie torów. Tam były te straszne obozy i tam był ten Niemiec Göth, który niesamowicie mordował Polaków. Było tam nieco mniej Polaków, a więcej Żydów. Romów też tam było dużo. Byli niesamowicie traktowani, niesamowicie bici i zawsze głodni! Junacy nie byli aż tak głodni, ale nie byli też pojedzeni. Nie płacono nam prawie nic, a jedynie marne grosze. Z wyżywieniem również wiązała się bardzo przykra sprawa: przeważnie chłopaki chodzili głodni. Nic się nie dało zarobić, a ucieczka, czy nie zgłoszenie się do pracy groziło bardzo niebezpieczną karą: albo brali więźnia do piwnicy na Widowie, albo szybciutko wysyłali go do obozu karnego w Libanie w Krakowie. A tam już było piekło. Chłopaki byli nie szanowani, bici, kopani, nikt się z niczego nie wyliczał. A ten inspektor miał obłęd w niszczeniu polskich chłopaków.
Kraków-Liban 1940
Ucieczka z obozu
W baudieńscie jeśli było sześćset, siedemset osób, to tych junaków, którzy byli oddani niepodległości i byli w konspiracji, to może było pięćdziesięciu, może sześćdziesięciu. Tam mieliśmy własną podchorążówkę i ta podchorążówka była aktywna nie tylko w baudieńscie. Na Dąbiu były dwie drużyny, może 25 osób. Myśmy byli związani dyscypliną i ta dyscyplina nam wskazywała co i kiedy robić. Nasi dowódcy w pewnym momencie w dniu 7 lipca 1944 w godzinach popołudniowych postawili alarm. Jak padł rozkaz, że musimy wyjść to momentalnie wyszliśmy. Nawet niczego nie zabrano, nic, ani ubrania nawet. Poszliśmy pod młyn na ulicy Mogilskiej, a spod młyna do Kocmyrzowa, z Kocmyrzowa nas przewieziono do Owczar. Tam przenocowaliśmy jedną noc w szkole powszechnej i stamtąd przeniesiono nas na Ramę i na Ramie włączyliśmy się do akcji, zaczęło się życie wojskowe. Okazuje się że myśmy dla junaków byli wzorem, czymś dodatnim. Jak ludzie się dowiedzieli że myśmy uciekli, to też uciekali. I obóz się szybko rozwalił.
Kraków-Liban lipiec 1944
Praca niewolnicza
Posłuchaj:
Sokołowice   1940
Esesmani i funkcyjni
Posłuchaj:
Sokołowice   1940
 
Dom Spotkan z Historią Ośrodek Karta Ośrodek Karta EACEA