Zapomniane Obozy

Strona archiwalna

 
Wiktor Woźniak
Urodził się 3 kwietnia 1920 w Słopnicach Górnych w powiecie limanowskim w rodzinie rolniczej. Ukończył szkołę rolniczą w Łososinie Dolnej. Po śmierci ojca w 1936 roku otrzymał w spadku gospodarstwo rolne. Działał w Związku Młodzieży Wiejskiej Wici. Po wybuchu wojny zaangażował się w pracę konspiracyjną w ROCH BCh, działał też w Ludowej Straży Bezpieczeństwa, m.in. organizował dla mieszkańców okolicznych wiosek nocne nasłuchy radiowe na górze Mogielicy. Na skutek donosu sąsiada 4 kwietnia 1943 został aresztowany i trafił do więzienia gestapo w Nowym Sączu, gdzie spędził trzy miesiące, brutalnie przesłuchiwany. Potem uwięziony został w obozie w Pustkowie koło Dębicy, gdzie przebywał rok, do likwidacji obozu. Pracował tam m. in. w komandzie budowlanym oraz przy budowie torów do bazy, gdzie montowano pociski rakietowe w Bliznej. W lipcu 1944 przewieziony został do obozu w Sachsenhausen. Przez pierwsze miesiące pracował w zakładach lotniczych Heinkel, w fabryce Siemensa, oraz przebywał w podobozie Klinkerwerk. W zimie na przełomie 1944 i 1945 roku pan Woźniak przeniesiony został do obozu macierzystego. Poddany został eksperymentom pseudomedycznym (zakażenie żółtaczką). Pracował w szwalni do początku kwietnia 1945, kiedy to więźniowie wyruszyli w tzw. Marszu Śmierci w kierunku Lubeki. Po wyzwoleniu trafił do specjalnego obozu dla byłych więźniów pod Lubeką. Do kraju wrócił w ostatnich dniach grudnia 1945, pracował w PUR w Limanowej oraz w Urzędzie Gminnym w Tymbarku. Wstąpił do PSL, następnie ZSL. Z ramienia tej partii został wybrany posłem na Sejm PRL 1952-56. W roku 1952 przeniesiony został do Krakowa, gdzie został sekretarzem wojewódzkiego Związku Samopomocy Chłopskiej. Z powodu odmowy wstąpienia do PZPR trzykrotnie tracił pracę. Mieszka w Krakowie.
 
Obóz:  [Pustków]
Praca niewolnicza
Blizne nr 1, była tam budowa torów kolejowych do punktu, gdzie były instalowane i wylatywały rakiety V1. Tam doprowadzaliśmy drogę, tory kolejowe. W tej grupie Blizne 1 pracowałem przez kilka miesięcy. To była ciekawa praca, ale na moment, kiedy wypuszczali rakietę musieliśmy wszyscy robotnicy kłaść się na ziemi, twarzą do ziemi i nie wolno nam było podpatrywać, jak ta rakieta jest wypuszczana. Ja widziałem, bo ciekawy byłem i tak się wyodwracałem, że widziałem jak się to zaczynało, jak wylatywała rakieta z ogromnych takich jakby rusztowań coraz wyżej, coraz wyżej. Wybuch tej rakiety słychać było w obozie prawie co noc. Rakiety te szły prosto w górę a potem przybierały kierunek i szły na wschód. Jedna z tych rakiet prawdopodobnie spadła, tak jak twierdzili więźniowie z tarnowskiego, w jakieś bagna, ale została przez ruch oporu wyciągnięta i odesłana do Anglii. To właśnie była rakieta z Pustkowia.
Żywność w obozie, głód
Pracowaliśmy o głodzie, bo na rano o 6 godzinie ugotowaną na kuchni herbatę (kucharze zaczynali pracę wcześniej jak my) i do tej herbaty po jednej kromce chleba, pocięte już były kromki z tego konwiśnego chleba granatowego. To była jedna kromka, ale takiej grubości, że można było przez nią księżyc widzieć, jak się świeci - bardzo cienka kromka. Lepsza była kromka, jaką mi się udało może dwa razy dostać, pajdka od samego końca, to ta była troszkę grubsza i wysuszona. Na tej kromce była mała kostka margaryny i to było całe jedzenie. W południe dostawaliśmy znowu litr zupy. Każdy miał swoją miseczkę, podchodziliśmy do kotła i ten pomocnik kucharza dzielił te zupę. Jakby któryś zatrzymał miseczkę dłużej, żeby wszystko wyleciało z czerpaka, to on odwinął tą łyżkę i w głowę puknął. Więźniowie się bali, więc szybciutko, jak dolewał już, brali miseczkę i uciekali. Na wieczór dostawaliśmy znowu litr kawy, pseudo kawy, bo była z niewiadomych liści, mówili że z jaworowych. I pajdka chleba z tą odrobiną margaryny. To było całodzienne utrzymanie przy tak ciężkiej pracy!
Ewakuacja, marsz śmierci
27 albo 26 lipca szef gestapa, Czapla, na apelu powiadomił nas wszystkich więźniów, że w dniu jutrzejszym wszyscy mamy być gotowi na godzinę 8 rano, bo na polecenie dr Heinricha Hermanna, szefa policji niemieckiej, obóz ten będzie zlikwidowany. Wpakowano nas na stacji kolejowej Kochanówka do wagonów bydlęcych i dociśnięto tak, że nie można było się ruszyć w żadną stronę. Zaryglowano drzwi i okna, i pociąg ruszył w nieznane. Gdzie jedziemy, nikt nie wiedział. Obóz zlikwidowany, to niektórzy domyślali się, że i my będziemy zlikwidowani. Obserwowaliśmy po drodze stacje, gdzie jedziemy, w którym kierunku. Koło północy byliśmy już w Oświęcimiu, z Oświęcimia skierowano nas na boczny tor idący do Brzezinki, gdzie było krematorium. Tam w Brzezince nie otworzono wagonów, lecz oczekiwaliśmy kilka godzin. O godzinie 6 rano zapadła decyzja: "Zamknąć, zaryglować wagony, jedziemy dalej". Nasz szef z Pustkowia, Czapla, dzwonił do Niemiec, prosząc o przyspieszenie decyzji i powiedział, że to jest grupa więźniów roboczych, młodych i fachowców. Okres był korzystny dla nas, bo Niemcy zabrali na front wielu Niemców, brakowało więc rąk do pracy w fabrykach. I tak znaleźliśmy się w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen.
Choroby - śmierć w obozie
Posłuchaj:
 
Kontakty z ludnością cywilną, choroby - śmierć w obozie
Posłuchaj:
 
Esesmani i funkcyjni
Posłuchaj:
 
Ucieczka z obozu
Posłuchaj:
 
Relacje między więźniami w obozie
Posłuchaj:
 
Przyczyny aresztowania, uwięzienie i transport do obozu
Posłuchaj:
 
Przyczyny aresztowania, uwięzienie i transport do obozu
Posłuchaj:
 
 
Dom Spotkan z Historią Ośrodek Karta Ośrodek Karta EACEA