Zapomniane Obozy
 
Henryk Malicki
Urodził się 26 maja 1928 w Węgrzcach pod Krakowem. Jego ojciec był zawodowym podoficerem, matka zajmowała się domem. Przed wybuchem wojny uczył się w szkole powszechnej w Krakowie. Ojciec pana Malickiego uczestniczył w kampanii 1939 roku, z której nie wrócił – rodzina nigdy nie dowiedziała się, co się z nim stało. Po zaginięciu męża matka pana Malickiego podjęła pracę zarobkową. W wieku czternastu lat pan Malicki rozpoczął praktyki w fabryce na Ludwinowie. Pracował tam między innymi z jeńcami rosyjskimi, którym pomógł w ucieczce, dostarczając mapę. W obawie wykrycia tego faktu, uciekł z domu i przez pół roku ukrywał się na terenie Krakowa. W październiku 1943 został aresztowany podczas łapanki. Przetransportowano go do obozu dla nieletnich w Łodzi, gdzie spędził półtora roku. Po wyjściu z obozu wrócił do Krakowa, odbył zasadniczą służbę wojskową. Pracował w różnych fabrykach jako kierowca, potem był taksówkarzem.
 
Przyczyny aresztowania, uwięzienie i transport do obozu
Poszedłem na tandetę na Szeroką, a żem nigdzie nie pracował, to nie miałem arbeitskarty. I złapali mnie - nie specjalnie za mną tam byli, ale była obława, legitymowali wszystkich i wzięli mnie. Był tam Niemiec i Polak po cywilu. Jak nas złapali, to nas wzięli na Plac Wolnica, gdzie była policja. Tam zebrali wszystkich chłopaków, których połapali, a potem posegregowali i odwieźli nas samochodem do Łodzi. A ci starsi, bo byli tam tacy, którzy mieli po 28, po 30 lat, to nawet nie wiem gdzie ostatecznie trafili. Niemcy łapali kogo popadło, ale jeśli ktoś miał arbeitskartę, że pracował, to był puszczany wolno. A jak nie pracował nigdzie, to brali go do Niemiec albo do obozu, bo to znaczyło, że skoro chodzisz po mieście, to kradniesz, rozbijasz się. A czemu nie jesteś produktywny dla Rzeszy Niemieckiej?
Esesmani i funkcyjni, praca niewolnicza, pierwszy dzień w obozie
Pierwsze to nas wzięli do lekarza - oglądali czy nie mamy świerzbu lub czegoś innego. Potem głowę ogolili i do kąpieli. Nasze bety gdzieś zabrali, a dali nam ubrania obozowe. Tak robili w każdym obozie, że pierwsze były oględziny. Jak był świerzb to go trzeba zniwelować. Oni potrzebowali ludzi zdrowych, a chorzy się tam powoli wykańczali. Umarło tam paru chłopaków przez choroby, bo jak zjadł ukradkiem u ogrodników jakieś jarzyny z ziemią, to dostał tyfus brzuszny. Pracowało się u szewców, przy prostowaniu igieł, szyciu butów, u krawców, gdzie robiono różne rzeczy na potrzeby wojska, w ogrodach i na polach. Na polach była najlepsza robota, bo na świeżym powietrzu i można było coś zjeść - na wiosnę nie, ale jesienią już tak. Jak się im zachciało to robili nam musztrę: kazali robić żabki albo taki walec ciągnąć po żwirze. Nie uciągnęło się samemu, ale nas było dziesięciu, co ten walec ciągło. Kamienie nam kazali podrzucać i to była taka syzyfowa praca. Czasami ten Niemiec bez ręki chodził, to za byle co łup przez plecy, bił tym pejczem. On się najwięcej znęcał - to był sadysta.
Wyzwolenie obozu, powrót do domu
Posłuchaj:
 
 
Dom Spotkan z Historią Ośrodek Karta Ośrodek Karta EACEA