Zapomniane Obozy
 
Maria Niedbała
Urodziła się 11 kwietnia 1924 w Mielcu. Uczęszczała do szkoły powszechnej w Mielcu, jednak na skutek wybuchu wojny przerwała edukację. Od 1941 do 1944 roku była zatrudniona w obozie pracy w Mielcu, przy koszarach wojskowych, w części przeznaczonej na poligon dla wojska niemieckiego. Zajmowała się głównie sprzątaniem baraków, pracą w kuchni i pralni. Pani Niedbała pracowała za wynagrodzenie, osiem godzin dziennie, nadal mieszkając w domu rodzinnym. W 1947 roku wyszła za mąż. Wraz z mężem prowadziła małe gospodarstwo rolne. Do dziś mieszka z rodziną w Mielcu.
 
Obóz:  [Mielec]
Esesmani i funkcyjni, praca niewolnicza
Mama się starała, żeby mi tu pracę załatwić, żeby nie pójść do Niemiec. Załatwiłam tą pracę od 1941 roku i poszłam na poligon wojskowy. Dostałam się na lagier do pracy. Jaką prace dawali, taką wykonywałam. Najwięcej było pracy, jak w obozie było wojsko. Jak oni tu mieli koszary, to w kuchni się pracowało. Do polskiej kuchni się chodziło na obiad, godzinę my mieli przerwy. A ja dostałam pracę aż na czwartym lagrze, tam kolo Kolbuszowskiej szosy. Tam nas było jedenaście, czy dwanaście. W południe wypędzali nas na obiad - zawsze była taka kwaśna kasza. Jak nie było wojska sprzątałyśmy po barakach, piece my układały, przyszykowałyśmy wszystko. Pilnował nas cywil, który przeklinał na czym świat stoi. Ale głównym komendantem był oficer, cztery gwiazdki miał, z Wrocławia był, z Breslau. Wszystko my rozumiały po niemiecku, bo my się już trochę przyzwyczaiły - trzy lata tam robiłam. Jak byli jeszcze oficerowie w kantynie, to też w oficerskim kantynie my robiły, przeważnie my sprzątały i nawet my jeść podawały oficerom, jak przyjechali z frontu. A jeszcze byłam w pralni, tam my miały nawet dosyć dobrze. Przywozili z frontu odzież, którą się moczyło i gotowało. Ale później było tak, że jak my wywieszali w lesie wszystkie koszule i kalesony, to ktoś je kradł stamtąd. Postawili więc wartownika. A były tam ustępy oficerskie wojskowe i kiedy pompowali z tego szamba, co koszul tam było wojskowych! To partyzanci robili - wrzucali koszule do tych rowów kopanych na szambo. A miały my raz taką sytuacje, że nas posądzali, że to my kradniemy. Co my miały kłopotu! Był na poligonie oficer, mówili na niego Otuś, jeździł na koniach. Raz pamiętam zatrzymali nas i rewizje przeprowadzili w tych dwóch barakach. Ja się trzęsłam strasznie! Do dziesiątej godziny nas trzymali. Przyjechali we dwóch na koniach i pytali "Co ukraść?" Ja mówię, że nic. Zrewidował nas do końca, do naga prawie, o 22. nas puścili.
Warunki życia w obozie, więźniowie innych narodowości
Była też zwyżka, co byli jeńcy francuscy i mnie się zdaje, że to byli też jeńcy węgierscy. Mundury mieli zielone, ale mieli skóry z konia na plecach - to chyba byli Węgrzy. Ale najwięcej Francuzów i Rosjan było. Wiem, że nawet był tutaj cmentarz, gdzie byli pochowani ci, którzy zmarli. Był też szpital, gdzie mój sąsiad pracował. Baraki były takie sanitarne krankenrewir i mówił: "Chodź, chodź, zobaczysz jak tu żołnierze leżą". Popatrzyły my przez okno - czterech ich leżało, ciężko rannych od partyzantów. Mieliśmy też badania szpitalne. Był to bardzo elegancki szpital, duży. Były też rusznikarnie, gdzie reperowano broń, były stajnie na konie.
Esesmani i funkcyjni
Posłuchaj:
 
Esesmani i funkcyjni
Posłuchaj:
 
Esesmani i funkcyjni
Posłuchaj:
 
Esesmani i funkcyjni
Posłuchaj:
 
 
Dom Spotkan z Historią Ośrodek Karta Ośrodek Karta EACEA