Zapomniane Obozy
 
Bolesław Fabrowski
Urodził się we Lwowie 22 lipca 1921 w rodzinie Kazimiery i Józefa Fabrowskich, jako najstarszy z trzech synów. Przed wojną uczęszczał do Gimnazjum Klasycznego nr III, a następnie do VIII Gimnazjum we Lwowie. W czasie okupacji sowieckiej, w 1940 zdał maturę, dostał się na pierwszy rok weterynarii na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Lwowskiego. Wraz z nastaniem okupacji niemieckiej musiał rozpocząć pracę, kontynuował jednocześnie edukację w dziedzinie chemii na kursach naukowych dla specjalistów, które organizowane były w ramach  Politechniki Lwowskiej. W 1943 został po raz pierwszy zatrzymany przez gestapo z powodu działalności konspiracyjnej brata. Zwolniony po 40 dniach sam zaangażował się w prace podziemia (AK, NSZ). W wyniku "wsypy" w lutym 1944 ponownie trafił do więzienia na ul. Łąckiego, tym razem spędził tam pięć miesięcy. W lipcu 1944 wraz z 300 innymi więźniami został przewieziony do obozu koncentracyjnego Gross Rosen, skąd po dwóch dniach został przeniesiony do filii w Brzegu Dolnym (Dyhenfurth II). Pracował tam jako pomocnik elektryka do stycznia 1945, kiedy z powrotem trafił na kilka dni do obozu macierzystego. Stamtąd został przewieziony do obozu Dora-Northhausen, gdzie przez trzy miesiące zatrudniony był jako pielęgniarz. Na kilka dni przed ostatecznym wyzwoleniem, przeniesiono go do Bergen-Belsen. Po wyzwoleniu, które miało miejsce 15 kwietnia, przebywał w kilku kolejnych obozach repatriacyjnych (Fallingbostel, Celle, Unterluss). W 1949 roku ukończył chemię na Uniwersytecie w Bonn, po czym zdecydował się wraz z żoną na emigrację do Australii, gdzie mieszka do dziś. Przez wiele lat pracował w zawodzie w różnych laboratoriach naukowych. Jego pasją są podróże i nurkowanie.
 
Obóz:  [Brzeg Dolny]
Przyczyny aresztowania, uwięzienie i transport do obozu
W lipcu w więzieniu na Łęckiego rozdzielono nas na trzy grupy. Pierwszą grupę osób, którzy byli winni takich głupich zbrodni, jak zabicie świni bez pozwolenia, wypuszczono. Druga grupa osób, co do których miano pewność, że są winni, to ich wzięto na Janowskich i rozstrzelano. A trzecia grupa to było trzystu nas, których Niemcy podejrzewali, ale nie mieli dowodów. Nas wzięto do koncentracyjnego obozu. Przywieziono nas na główny dworzec, wsadzono nas w takie bydlęce pomieszczenia, wagony i w dwa dni, i noc między nimi, przyjechaliśmy do Gross Rosen. Uciec nie można było bo esesmani stali na dachach i schodkach pociągu. Maszerowaliśmy ze stacji do obozu i po drodze widzieliśmy koło drogi młodych Hitlerjugend. Niektórzy to krzyczeli na nas obelgi, rzucali małymi kamykami na nas, może nie żeby nas skaleczyć, ale pokazać jacy oni mocni. Weszliśmy do obozu i zabrano nas na blok. Na szczęście w następnym dniu przywieźli nas do Dyhernfurth.
Brzeg Dolny lipiec 1944
Warunki życia w obozie
To był mały obóz, nie było w nim więcej jak dwa, trzy tysiące więźniów. Ale wiem, że tylko trzystu z nas maszerowało z powrotem do Gross Rosen. Reszta albo zniknęła po drodze, albo została w obozie na rewirze. Co z nimi się stało, to nie jestem pewien. Zdaje się, że ich wykończyli, bo na pewno ich nie przywieźli za nami. W obozie było dosyć czysto, bośmy musieli każde ździebełko trawy wysprzątać. To była nasza robota na sobotę i niedzielę, kiedy nie chodziliśmy do pracy. Musieliśmy wyczyścić wszystko, pomalować kamienie, jak była biała farba. Ale życie było bardzo smutne i niebezpiecznie. Jak się przez jakiś czas nie widziało esesmana, to człowiek zaczynał oddychać. Bo inaczej to tylko patrzył na prawo i lewo. Mieszkaliśmy w drewnianych barakach z podmurówką. Były tam szerokie koryta, gdzie można się było umyć. Oczywiście woda była zimna, zimą i latem.
Brzeg Dolny lipiec 1944 - luty 1945
Ewakuacja, marsz śmierci
Jakiś czas po Nowym Roku zaczęliśmy słyszeć huki armat. Nie pamiętam dokładnie daty. Znowu nas podzielili i tym razem większa grupa tych, którzy mieli jako takie siły, miała przemaszerować do Gross Rosen. To jest podobno jakieś 80 km. W pierwszy dzień, po kilku godzinach, zacząłem słyszeć strzały w tyle kolumny. Widziałem, że niektórzy słaniają się na nogach, zostają. Strzelano do nich i rzucano do rowu. To nas dopingowało, żebyśmy troszkę użyli naszych sił i nie zostawali za daleko z tyłu. Przeżyłem ten pierwszy dzień. Podobno osiemdziesięciu zostało zastrzelonych w tym dniu. A potem na noc zatrzymali nas w cukrowni. W tych salach, gdzie znalazły się jakieś wytłoki, można było próbować coś zjeść, ale to się nie nadawało do niczego. Ponieważ dla mnie nie było miejsca wewnątrz, przespałem się na zewnątrz, na śniegu. Przytuliliśmy się do siebie. Jeśli ktoś miał kołdrę to dobrze, a jak nie, to się przytulał do drugiego. Jakoś przeżyliśmy tę noc, ale kilku niestety nie przeżyło. Na drugi dzień wstaliśmy rano i znów zaczęliśmy marsz. Słyszałem parę strzałów, ale potem powiedziano mi, że jakiś oddział Wehrmachtu przechodził obok i słyszał te strzały. Kiedy żołnierze zobaczyli co esesmani robią, zawołali ich do siebie i powiedzieli: "Słuchajcie, następnym razem jak usłyszymy, że kogoś rozstrzelaliście, to zaczniemy strzelać po was". Wtedy dostaliśmy kilka sań od Bauerów z  pobliskich farm. Wsadzaliśmy na nie chorych i pchaliśmy je. Który mógł pchać, pchał, który nie mógł maszerował obok, a ci którzy nie mogli nawet maszerować to siedzieli na saniach.
Brzeg Dolny luty 1945
Przyczyny aresztowania, uwięzienie i transport do obozu
Posłuchaj:
Brzeg Dolny   luty 1944
Esesmani i funkcyjni, praca niewolnicza
Posłuchaj:
Brzeg Dolny   lipiec 1944 - luty 1945
Warunki życia w obozie, Żywność w obozie, głód
Posłuchaj:
Brzeg Dolny   lipiec 1944 - luty 1945
 
Dom Spotkan z Historią Ośrodek Karta Ośrodek Karta EACEA