Zapomniane Obozy
 
Jerzy Pustoła
Urodził się 25 kwietnia 1923 w Warszawie. Przed wojną uczył się w katolickim gimnazjum. W czasie okupacji niemieckiej kontynuował naukę na tajnych kompletach oraz w wyższej szkole technicznej akceptowanej przez Niemców. Jednocześnie zatrudniony był, co uchroniło go przed wysyłką do pracy przymusowej do Niemiec, w fabryce należącej do ojca, która przed wojną produkowała na potrzeby polskiej armii, a w czasie okupacji funkcjonowała jako zakład serwisujący urządzenia elektryczne dla potrzeb cywilnych. W czasie Powstania Warszawskiego aresztowany był przez Niemców i wysłany do obozu w Pomiechówku, gdzie pracował przy kopaniu grobów dla poległych niemieckich żołnierzy, a potem do Duisburga, gdzie zatrudniony był w fabryce metalu Thyssen oraz przy budowie umocnień frontowych. Po wojnie skończył studia na Wydziale Elektrycznym na Politechnice Warszawskiej, rozpoczął karierę naukową, uzyskał tytuł profesora, pracował w Instytucie Elektrotechnicznym na Politechnice i w Polskiej Akademii Nauk. Mieszka w Łomiankach pod Warszawą.
 
Obóz:  [Pomiechówek]
Warunki życia w obozie
Zapędzili nas do Pomiechówka, gdzie były forty, ogromne kazamaty forteczne. Ulokowali nas na betonie, na którym była rzucona jakaś słoma. Ludzie mieli różne zapalniczki, czy latarki i widzieli, że w tych fortach były jakieś ślady po kulach, jakieś odpryski, więc musiały być jakieś rozstrzeliwania. Następnego dnia rano nie wiedzieliśmy ciągle czy oni nas tam zapędzili, żeby nas rozwalić, czy z innego powodu. Zamknęli i w ogóle żadnej rozmowy nie było. Nawet jak ktoś pytał, chciał wyjść za własną potrzebą, to w ogóle nie reagowali, nie odpowiadali. Ale rano nas wypuścili i poczęstowali kawą. Więc pomyśleliśmy, że jeżeli mają nas rozwalać, no to nie daliby nam tej kawy. No bo po co? I wkrótce sformowali nas znowu i poszliśmy jeszcze 10 kilometrów do drugiego fortu - w Zakroczymiu. Wszędzie przy drogach spotykaliśmy miejscowych ludzi, którzy rozmawiali znami, mimo że tamci żołnierze nas prowadzili. Ci ludzie mówili, że - nie wiem ile w tym jest prawdy - myśmy byli pierwszą grupą, która w ogóle wyszła z tego fortu, bo to była mordownia, gdzie rozwalali ludzi.
 
Dom Spotkan z Historią Ośrodek Karta Ośrodek Karta EACEA