Zapomniane Obozy
 
Adela Kościelniak
Urodziła się w 1939 roku w Ałgierce, w pobliżu Złoczowa w województwie tarnopolskim. W czasie wojny wraz z liczną, wielopokoleniową rodziną została wywieziona na Górny Śląsk, do obozu w Raciborzu. Stamtąd trafiła do obozu w Pogrzebieniu. Następnie część rodziny wywieziono do Niemiec, a pani Kościelak z najbliższymi trafiła kolejno do obozów Deutch-Gabel i Rabina na obszarze Protektoratu Czech i Moraw. Po wyzwoleniu obozu rodzina, nie mogąc wrócić do rodzinnej miejscowosci, osiedliła się w Legnicy.
 
Warunki życia w obozie
W Raciborzu mieszkaliśmy w jednej sali, było nas bardzo dużo, tam też sobie gotowaliśmy. Pilnowani byliśmy, nie wolno nam było nigdzie chodzić. Pamiętam, jak wybieraliśmy wszy przed każdym spaniem. To było okropne, tak palcami się wybierało i było ich mnóstwo. Głodni byliśmy bardzo. Pamiętam jak moja dwuletnia siostra płakała strasznie z głodu. Nie mogła jej mama uspokoić, ludzi było pełno, a ona tak przeszkadzała i płakała. Właśnie w Raciborzu zmarła Zofia, matka mojego wujka Józefa - nie wytrzymała tych warunków. Została pochowana w Raciborzu, jako pierwsza. Była też z nami moja babcia, w tym samym wieku, ale ona zawsze była taka rześka, odporna, bo przeżyła aż 93 lata. Szła nawet pieszo do Pogrzebienia, bo jak nas przewożono z Raciborza, to nas dzieci z matkami, wieźli, a babcia musiała iść pieszo - dziewięć czy jedenaście kilometrów się szło pieszo.
Żywność w obozie, głód
Ciocia była najpierw wywożona do pracy gdzieś na roli, to nam było troszkę lepiej, bo przywiozła nieraz czegoś. A potem w Raciborzu złamała rękę i już nie pracowała, została inwalidką. Nie było żadnej pomocy medycznej. Kuzyn mój był tak potwornie wychudzony w tym obozie, bo jeszcze miał jakąś chorobę zakaźną, nie wiem, czy to był koklusz. Ja ten widok jego do tej pory pamiętam, jaki on był chudy i te ręce takie opadające, to do tej pory pamiętam. Zmarł zaraz po wojnie na grzybicę płuc.
Żywność w obozie, głód
W Pogrzebieniu rano podawano nam chleb z marmoladą, na kolację coś do picia, kromka chleba, czy ile tam. To było okropne, cały czas to samo. Pamiętam, jak chodziłam do kuchni, chociaż nie wolno było. Schodziłam na dół, spodnie miałam takie pumpy, na dole ściągnięte, i tam mi nieraz ciocia wrzuciła coś, ktoś coś wrzucił do jedzenia. Zawsze byłam odważna, bo moja siostra starsza, ona nie chodziła.
 
Dom Spotkan z Historią Ośrodek Karta Ośrodek Karta EACEA