Zapomniane Obozy
 
Irena Grim
Urodziła się w 1927 roku w Będzinie. Ojciec był przed wojną działaczem ruchu robotniczego. W związku z jego działalnością polityczną 11 sierpnia 1943 pani Grim została z rodzicami i siostrą aresztowana. Przewieziono ich do więzienia w Sosnowcu, a  stamtąd do obozu śledczego w Mysłowicach. Ojciec został zatrzymany w Mysłowicach na przesłuchania, młodszą siostrę wywieziono do obozu w Pogrzebieniu, a pani Grim z matką trafiły do Auschwitz. W listopadzie pani Grim po dwóch tygodniach kwarantanny poza obozem przewieziona została znów do więzienia w Mysłowicach, gdzie była przesłuchiwana w sprawie działalności politycznej ojca. 6 grudnia 1943 trafiła do obozu w Pogrzebieniu. Jej siostrze udało się w międzyczasie uciec. W obozie pani Grim pracowała w polu, sprzątała. W okresie zimowym dwukrotnie przebywała wraz z innymi więźniami w Gorzycach, gdzie pracowała przy wyrobie chodaków dla więźniów Auschwitz i mat do okopów. W styczniu 1945 została z całym obozem ewakuowana do Altenburga w Niemczech, gdzie pracowała w fabryce amunicji. 20 kwietnia obóz wyzwolili Amerykanie. Pani Grim wróciła do Polski, wyszła za mąż, osiedliła się w Raciborzu. Obecnie mieszka w Tarnowskich Górach.
 
Przyczyny aresztowania, uwięzienie i transport do obozu
Tatuś był w pracy, bo miał na noc, a oni przyszli o godzinie piątej po nas, i kazali nam się ubierać, mamusi i nam. Wszystko powywracali, szukali ulotek. Mamusia mówi tak: "dzieci, ile tu Niemców idzie!" Przez okno to widzieliśmy, myśmy na parterze mieszkali. I mamusia mówi: "do naszego podwórka weszli". To już serce prawie nam wyskoczyło. Walą w nasze drzwi. Mamusia otworzyła, my posiadały na łóżko, trzęsiemy się. Zaczęli rewidować, wyzywać, że bandyci my są. I tak się zaczęło. Przewrócili wszystko, kredens ze szkłem leciał, szafy, materace, wszystko. Zabrali nas z siostra i mamusią, wszystko poprzewracali, poplądrowali, nic nie znaleźli. Ubrać się kazali, i prowadzą nas na posterunek. W Mysłowicach przez trzy dni byliśmy wszyscy razem. A już mieli wybraną tę grupę, którą  chcieli wykończyć, i powiedzieli: "mężczyźni na bok, z rodzinami się pożegnać". To był krzyk tych dzieci, żon. Staliśmy tam trzy dni bez picia, bez jedzenia. Wszystkim mężczyznom powiedzieli, żeby się z rodzinami pożegnać, i pożegnali się, i do łaźni. Z łaźni wyszli mężczyźni, głowy pospuszczane, prysznic im dali, a później byli bici. I jak wyszli, w tych więziennych ubraniach, i te głowy pospuszczane... Wołaliśmy ich, bo każdy zauważył swojego. Ale oni nie mieli ani siły, ani nic - tylko tak ręką dawali znak...
Esesmani i funkcyjni
Gdy wyjeżdżałam z Mysłowic, dali mi taką sukienkę z krótkim rękawem, bez pończoch. Zimno, 6 grudnia, trzęsłam się. Konwojował mnie Niemiec, wysoki oficer. Jestem zła na Szwabów bardzo, ale jak przypomną sobie tego człowieka, zawsze się za niego modlę. Idziemy z tych baraków pod górkę do bramy, idę skurczona, a on - widzę, że tak tylko patrzy na mnie: bez pończoch, na ramionach nic, tylko taką sukienkę mi dali. I on powiedział: "zuruck!". I z powrotem. Idę za nim. Jak on wpadł tam do biura, to chciał to biuro roznieść. Jak on ryczał po niemiecku, nie umiem powiedzieć co, ale tam było wszystko na nogi postawione. A ja w drugim pokoju stałam. Zaraz przylecieli, pończochy mi nakładali sami, dali mi taki sweterek, ubogi bo ubogi, ale coś już miałam na plecach, i chleb mi zapakowali, i chusteczkę na głowę.
Pierwszy dzień w obozie
Jak mnie przywieźli do Pogrzebienia - dzieci krzyczą, coś jakimiś garnkami stukają... Pytam się, co się tu dzieje. Odpowiadają mi: "nie, dziecko, nie biją, to tylko dzieci - teraz jest kolacja, i dzieci pod okienko lecą z menażkami". Myślę sobie, gdzie mnie tu przywieźli, do domu wariatów. A te dzieci cieszyły się, do okienka leciały po jedzenie.
Warunki życia w obozie, praca niewolnicza
Był apel, czy o szóstej, czy o siódmej, tego już nie pamiętam. Zagwizdali, każdy się ubrał, i na dół zeszliśmy do takiego długiego korytarza, naprzeciw byli Niemcy, a po drugiej stronie więźniowie. Odliczyli wszystkich, pozapisywali wszystkich, i koniec. Krótko to trwało. Później było śniadanie, pod okienko szło się. A po śniadaniu już do pracy. Jak latem, to do pola, wszyscy razem. Pole było za ogrodzeniem. Myśmy wszyscy z rydlami, ryliśmy pole. Ustawiliśmy się jeden za drugim, i z powrotem, jak szerokie pole, tak my chodzili. Na obiad wracało się do lagru. O drugiej my już byli na polu z powrotem. Była przerwa po obiedzie, siedziało się i opowiadało. Na polu można było rozmawiać, nikt nie pilnował. Przeszedł tylko Polak, co cały ogród prowadził, to on tam pokrzykiwał: "dziewczynki, pospieszcie się, chłopcy  to tamto". O szóstej już była kolacja. Po kolacji apel, rano apel był, i po kolacji apel. A później już mogliśmy - każdy na łóżkach sobie siedział, czy na jednym łóżku wszyscy się zgromadzili. A na zimę przewozili nas do kopalni do Gorzyc. W Gorzycach żeśmy robili chodaki do Oświęcimia, bo ja w takich w Oświęcimiu chodziłam.
 
Dom Spotkan z Historią Ośrodek Karta Ośrodek Karta EACEA