Zapomniane Obozy
 
Zofia Kuśmierek
Urodziła się 1 grudnia 1930 w Łodzi. W wieku 9 lat straciła matkę. W 1942 roku trafiła do aresztu śledczego mieszczącego się przy ul. Kilińskiego w Łodzi, następnie została przywieziona do obozu pracy dla nieletnich przy ul. Przemysłowej. Stamtąd trafiła do filii obozu w Dzierżąznej, gdzie zatrudniona była przy pracach polowych oraz w kuchni. Po roku, dzięki staraniom ojca, udało jej się wyjść na wolność. Do końca wojny opiekowała się rodzeństwem (ojciec został wywieziony do pracy przymusowej), jednocześnie zajmując się drobnym handlem. Po wojnie pracowała w Szkole Mechanicznej oraz jako kucharka w Teatrze Wielkim i w SPATIFie. Do dziś utrzymuje kontakt z osobami, z którymi była jako dziecko w obozie.
 
Praca niewolnicza
Jako dzieci żeśmy pracowali  po 12 godzin w polu. Było z tym lepiej o tyle, że tą marchew, tego buraka, tego ogórka zjadło się na tym polu. Tylko z tym było lepiej. Pracowaliśmy od szóstej do dwunastej. O dwunastej był obiad. Potem żeśmy pracowali do godziny szóstej, była kolacja. Po kolacji to się nie szło spać, tylko do stodoły, wiązać rzodkiewkę do godziny dwunastej w nocy. Tylko parę godzin żeśmy spali. Zmordowane, zmęczone, wiadro wody na pół pola stało, żeby się napić wody. To nim się doszło napić, to już się zostało z pracą, już się nie mogło podążyć.
Esesmani i funkcyjni, warunki życia w obozie
Orkiestra grała, jak nas zawieźli do obozu. Ale rygor był niesamowity. Za małe przewinienie to była taka ława, kładli na ławę, jedno siedziało na nogach, drugie siedziało na głowie, a oni bili, bicze mieli. I to były Polki, tylko że tam pracowały. Jedzenie było straszne, kartofle żeśmy na cztery dzielili, bez obierania, tylko się płukało. Botwina była z liśćmi, więcej glizd, jak tego jedzenia. Chłopaczki porobili nam takie pałeczki, i w garnuszkach żeśmy gnietli te glizdy z kartoflami, tak się ciągły te glizdy, i się jadło, bo jakie wyjście było? Ja strugałam kartofle, i tam była i marchew, i kartofle. Pobrudziłam się tą marchwią. Gdybym była taka jak dzisiaj, to bym się wytarła. Jak mama do mnie przyszła, nie dali mi widzenia, bo byłam pobrudzona marchwią. Jadłam marchew, to już mi widzenia nie dali. Bili za małe przewinienie. Później mnie za karę od tych kartofli zdjęli i cerowałam wojskowe skarpety. Cerowałam, naparstka nie było, nic, to ręce były popuchnięte, ropa się lała, strasznie. A Niemcy to bardzo czyste ludzie, oni się brzydzili tego, co mi się tu porobiło. Miałam też żółtaczkę, i wzięli mnie do trupiarni. Leżałam w trupiarni z taką Urszulą. Ona kradła nam paczki, myśmy się poskarżyli, i oni ją tak bili, że ciało jej odpadało, gniła. I ja z nią leżałam.
Esesmani i funkcyjni, konsekwencje pobytu w obozie
Wychowawczynie to były Polki. Niemki tam nie pracowały. Jedna wychowawczyni była sroga, ładna kobieta, pamiętam, miała spódnicę, oficerki, jak szła, to tak tym biczem po cholewach... Dorwali ją gdzieś po wojnie, ona pracowała w przedszkolu, z dziećmi na spacerze była, i poznali ją ludzie, i zaraz ją zamknęli, i siedziała. Druga wychowawczyni też była taka sroga, jak nie wiem - powiesili ją zaraz, jak Niemcy wyszli.
Warunki życia w obozie
Posłuchaj:
 
 
Dom Spotkan z Historią Ośrodek Karta Ośrodek Karta EACEA