Zapomniane Obozy
 
Wacława Kędzierska
Urodziła się 1 grudnia 1928 w Skierbieszowie na Zamojszczyźnie. Uczęszczała do miejscowej szkoły podstawowej, potem do gimnazjum im. Ignacego Mościckiego. W czasie okupacji niemieckiej wstąpiła do organizacji podziemnej. Gdy 27 listopada 1942 Skierbieszów został spacyfikowany przez Niemców, pani Kędzierska wraz z całą rodziną została wysiedlona z gospodarstwa i uwięziona w obozie przejściowym w Zamościu. 13 grudnia razem z matką i ojcem trafiła do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Ojciec zginął w obozie. Pracowała m.in. przy krematorium w komandzie segregującym ubrania, potem w szwalni. Poddana została eksperymentom pseudomedycznym. W lipcu 1944 przetransportowana została do obozu Ravensbrueck, a następnie do miejscowości Simensstadt, do filii obozu koncentracyjnego Sachsenahusen, gdzie zatrudniona była w fabryce produkującej kable. Wiosną 1945 trafiła do Oranienburga, potem przeżyła "Marsz Śmierci". Po wyzwoleniu przebywała w obozie dla przesiedleńców w Szwerinie i Lubece, gdzie uczyła się w liceum. Tutaj poznała swojego przyszłego męża, wieloletniego więźnia nazistowskich obozów koncentracyjnych. Do Polski powróciła w marcu 1946. Zamieszkała w Skierbieszowie, prowadziła gospodarstwo rolne, wychowywała dzieci. Obecnie mieszka w Zamościu.
 
Obóz:  [Zamość]
Przyczyny aresztowania, uwięzienie i transport do obozu
26 listopada 1942 roku Skierbieszów został otoczony przez Niemców. Wyglądaliśmy, tylko błyski tych samochodów były. Nie wiedział każdy, co to może być. Ale nic, trudno, jak nas wysiedlą, to gdzieś nas tam dadzą. Zrobiło się jakoś tak okropnie. Krowy zaczęły ryczeć, konie rżeć, psy wyć. I to nawet taką piosenkę ułożyli: "W całej wiosce psy wyją, wspominają smutny czas, bo dochodzą do nas wieści, że wysiedlać będą nas". Godzina 5. rano była, łomot do drzwi. A jeszcze sąsiad przychodzi i mówi: coś się dzieje, chyba wysiedlenie będzie. A gdzie tam, jakie wysiedlenie? Ale jak już Niemcy załomotali do drzwi. W ciągu 15 minut zbierać się. Nie wolno było brać takie... Zresztą, jak ktoś miał małe dzieci, to brał dzieci. Coś tam troszkę do jedzenia mógł wziąć, a resztę nie. Na przykład ja: książki miałam. Rodzice, babcia, to jakieś poduszki, to pierzynę, siostra ośmioletnia to lalki pozbierała. Tak nas zapędzili pod szkołę. Tylko to, co w rękę. I pod szkołę. Tam już, jak się zaczęło rozwidniać, wtedy zaczęły furmanki przyjeżdżać. Tam byliśmy otoczeni i wszystkich zaczęli ładować na furmanki. I w kierunku Zamościa. Ale nie szosą, tylko jechaliśmy na Huszczkę. Huszczka na Dębowiec, tam taki zakręt jest. Bo tutaj szosą już jechali Niemcy, Czarni, Besarabii. Już jechali na nasze gospodarstwa. Przywieźli nas do Zamościa. Gdzieniegdzie widać było w oknach, że firanki podnoszą, ludzie patrzą i strach. Przypędzili nas tutaj na Powiatową.
Esesmani i funkcyjni, transport do innego obozu
Posłuchaj:
 
Warunki życia w obozie
Posłuchaj:
 
 
Dom Spotkan z Historią Ośrodek Karta Ośrodek Karta EACEA