Zapomniane Obozy
 
Czesław Szwajka
Urodził się 20 lipca 1934 w Łowinku (powiat świecki). Jego ojciec przyjechał do Prus Wschodnich w 1921 roku po pobycie w Stanach Zjednoczonych, kupił tutaj gospodarstwo rolne. W 1940 roku rodzina wywieziona została do obozu w Smukale, a w 1943 roku trafiła do obozu w Potulicach. Matka pana Szwajki pracowała przy szyciu odzieży skórzanej na potrzeby frontu, w sezonie letnim zatrudniona była także w majątku koło Wyrzyska. Wiosną 1944 pan Szwajka wywieziony został do pracy w majątku koło Śleszyna, gdzie wraz z innymi więźniami obozu, równolatkami, pracował do listopada 1944. Po zakończeniu wojny rodzina wróciła na rodzinne gospodarstwo, które czasowo włączone zostało do kołchozu. W latach 1954-1957 pan Szwajka służył w wojsku w Elblągu (skończył podoficerską szkołę lotniczą), a potem w Bydgoszczy. Po rozwiązaniu kołchozu pracował na własnym gospodarstwie rolnym. Mieszka w Łowinku.
 
Przyczyny aresztowania, uwięzienie i transport do obozu
Tu dużo nie zabraliśmy, przy wywożeniu, to tyle żeśmy byli małe dzieci, to było dwóch esesmanów, pewnie jeden SA żółty, jak nas wywozili, moja matka prosiła, ze względu na wiek nasz, żeby dał coś, mógł zabrać - nie - jedną najmniejszą pierzynę pamiętam nie zezwolił, na te siedmioosobową rodzinę. No to dwóch tych starszych moich braci, co ich było zabito, chcieli tu, matka gdzieś wędzarnie, tam te szynki były, czy słoninę chcieliśmy wziąć - też nie... Wszystko co tu żeśmy posiadali, tak nas - w nocy to było, gdzieś tam o jedenastej, przeważnie tak robili. Bo jedną noc przed wywożeniem to nas ten ostrzegł sąsiad, Becher, że oni wiedzieli mniej więcej. Bo tu w jednym rzucie nie wywozili, to pewnie Łowinek jak wywozili, to w trzech fazach, bo już, jak my żeśmy byli to już z Łowinka jedni byli.
Warunki życia w obozie
W Smukale jeszcze nie było żadnej pracy, w Smukale początek był nawet taki względny, bo kto miał na wolności rodzinę, i mogli mu dowieźć, to zezwolili, ale to później zlikwidowali. Nad samą Brdą na skarpie, gdzie było ogrodzone, zezwolili robić sobie kuchenki. Z kamieni, garneczek postawił sobie człowiek i palił. Akacje..., pamiętam, małe żeśmy byli, za płot żeśmy przechodzili, bo tam płot był, drut, ale mały się prześlizgnął... I tylko kije suche wszystkie, czy mokre, później już tam było tak wypucowane, że listka na nich nie było. Ale robił się potem za duży bałagan z tym wszystkim, i wiem, że zakazali, zlikwidowali te garnki, wyrzucili. Kto co miał, to oddał, a jak nie, to zabrali. Skończyło się gotowanie nad Brdą.
Warunki życia w obozie
Jak miała przyjechać kontrol z Czerwonego Krzyża, bo przyjechał duński Czerwony Krzyż, a myśmy nie widzieli, to wszystko szło do lasu, jak dziki. Przy wjeździe duża beka była, drewniana, nie żelazna, drewniana na kołach, koła, kranik, i w tej beczce kawa, gorzka czarna kawa. I nas tam wywieźli, i tam mogłeś sobie [siedzieć]. Budowaliśmy pałace z mchu, kopczyki, przejścia, tunele - zajęcie było. A jak przyjechali, to w obozie był identyczny porządek, cisza, cichutko, wrzasku, zgiełku nie było, nikt nie płakał, nikt się nie dopominał.
Praca niewolnicza
Wiosną rozpoczęły się prace w polach, w ogrodach, przecież cała tamta strona powiatu nakielskiego, Wyrzysk, to same majątki, właściciele majątków przyjeżdżali w porozumieniu i [brali] nas na sezon... Ja nie miałem skończone 10  lat, to w 1944 na wiosnę było, gdzieś marzec początek pewnie, zabrali nas dziesięciu, jeszcze nie było pracy w polu, zabrali nas do Kazina, Keitenhof, to jest 2 km od Ślesina. Wybierali, robili apel, stawiali w szeregu, szedł pan dziedzic majątku i sobie wybierał. Chciał wyższych, wiadomo, że wyższy chłopak to mocniejszy. Byli wyżsi [ode mnie], ale dwóch koło mnie było takich troszkę, no ja na palcach [stanąłem], tak że wyrównałem w tej dziesiątce i załapałem się. Bo co roku gorszy głód był w obozie, trzeba się ratować, iść gdzieś za chlebem, gdzie się człowiek naje. Ja tam przebywałem do późnej zimy gdzieś, listopad, jeszcze powrzucaliśmy buraki na kupki. Ładowaliśmy najpierw na rolki, najpierw na kupki, w konia i we woły woziliśmy te buraki. Wiem, że do późnej [jesieni], bo na burakach jak wrzucaliśmy rano, z nocy, to warstwa lodu była, buraki takie szklane były. A na początku grudnia z powrotem wróciliśmy, bo myśmy byli tylko wypożyczeni, należeliśmy cały czas pod obóz potulicki.
Esesmani i funkcyjni
Kapo był niejednokrotnie gorszy Polak, jak ten wachman. Nieraz jak przyjechał ktoś z wolności, i przywiózł coś, wachman chodził, to odwracał się tyłem, żeby w tym czasie można było przez płot rzucić. A trzeba było czapkę [zdjąć]. My żeśmy się przechodzili, gdzieś byłem bokiem czy tyłem, chłopcy co koło mnie [stali], czapki zdążyli zdjąć, a ja nie zdążyłem, no i za to mnie przyłoił trzciną. Oni nosili laski takie, lżejsze, zagięte. Ten kapo miał pewnie sześcioro dzieci, pięcioro umarło, potem mówili, że to kara boża, umarły na tyfus jego dzieci. Jak żeśmy przyszli do Smukały, dali nam Niemcy, nazywaliśmy to koziejebce, takie dłubane buty. Czubki do góry miały. Może z Jugosławii czy diabli skąd oni to nabyli. Nawet i były małe, dla mniejszych dzieci. Zimą dobrze się na nich jeździło, bo były drewniane, jak wydłubana łódka, wydłutowane jeszcze. W Smukale wszystko w tym chodziło. Taki Apfeld był, z Lipień, Rosental, oprawcy takie, bili niesamowicie. Pani Papempus..., ona miała niedorozwój umysłowy. I było w sobotę sprzątanie, i on ją bił po rekach laską, a ona zdjęła te korki, on ją bił, a ona broniła się korkami. Straszni byli niektórzy. Ten ober, sturmbahnführer, na święta wyjechał, wolne sobie wziął. Wachmani, Niemcy, wzięli Apfelda, dali mu..., tak mu mordę porżnęli, jakby od knypa, tylko że płytkie szramy. Wszyscy opowiadali obozowicze, że to mu zrobili Niemcy z zemsty za to, co on robił Polakom.
Choroby - śmierć w obozie
Posłuchaj:
 
Warunki życia w obozie
Posłuchaj:
 
 
Dom Spotkan z Historią Ośrodek Karta Ośrodek Karta EACEA