Zapomniane Obozy
 
Pierwszy dzień w obozie / Irena Grim
Jak mnie przywieźli do Pogrzebienia - dzieci krzyczą, coś jakimiś garnkami stukają... Pytam się, co się tu dzieje. Odpowiadają mi: "nie, dziecko, nie biją, to tylko dzieci - teraz jest kolacja, i dzieci pod okienko lecą z menażkami". Myślę sobie, gdzie mnie tu przywieźli, do domu wariatów. A te dzieci cieszyły się, do okienka leciały po jedzenie.
Pierwszy dzień w obozie / Zygmunt Piotrowski
Przewieźli nas do fabryki, która była w miejscowości Radogoszcz. Wysiedliśmy z auta, zaprowadzili nas do budynku, który dawniej był budynkiem fabrycznym. Kiedyśmy tam przyszli, to maszyny z hal były pousuwane, na ich miejscu były zbudowane prycze, a na nich w ubraniach, na garstce słomy leżeli aresztowani. Spojrzeliśmy przy wejściu na tablicę, była liczba tysiąc siedemset czterdzieści coś, czyli już tylu więźniów było w Radogoszczu aresztowanych, czekających nie wiadomo na co. Zaraz po wejściu znaleźli się ludzie, którzy przede wszystkim ostrzygli nam głowy na pałę, od razu, z miejsca. Za chwilę zgasło światło i myśmy się położyli. Ale człowiek nie mógł zasnąć - przecież to są już przeżycia. Zaraz słychać było ciche rozmowy między nowymi a tymi, którzy byli dłużej, dopytywania się co słychać, co się dzieje, bo przecież oni byli ciekawi wiadomości, co się na świecie wyprawia. Prawie całą noc żeśmy przegadali.
Pierwszy dzień w obozie / Bolesław Gajewski
Fort VII robił przerażające wrażenie. Bramy były dwuczęściowe. I te koła SS i silne światło reflektorowe rzucone na to... A dookoła ciemność. Wrażenie było niesamowite. Gdy dowieziono nas tam z bratem, to zaraz nas wprowadzili: otworzyli bramę i po lewej stronie stała taka wartownia, mały budyneczek. Tam się rozpoczęło... Tam dopiero poznaliśmy zachowanie "rasy panów". Zaczęli nas rozpinać. Szukali krzyżyków. Ja miałem medalik założony na łańcuszek, brat tak samo. Zerwali, deptali to, śmiali się z nas. Potem jeden z wartowników wyszedł, my przed niego, i poniżonych poprowadzono nas w głąb fortu, do celi.
Pierwszy dzień w obozie / Zdzisław Nowakowski
Kiedy przywieźli nas do Radogoszczy i znaleźliśmy się już w ogromnej sali pofabrycznej, to przyszedł esesman i rozkazał wyjąć z ubrań wszystkie przedmioty, które mieliśmy przy sobie. Kolejno podchodził do każdego i zabierał, co kto wyłożył. Ja miałem przybory do golenia, trochę pieniędzy... Innym zabierano zegarki, obrączki. Kiedy podszedł do mojego sąsiada, pana Urbanowskiego, który miał ponad 50 lat, to od razu zapytał po niemiecku "Wszystko dałeś?", a potem nakazał podnieść mu ręce i zaczął rewidować. I w czasie tej rewizji znalazł u niego w kieszeni kamizelki przypadkowo pozostawionego papierosa. Spojrzał na niego i nic nie mówiąc rąbnął go w głowę bykowcem. Urbanowski zwalił się na pryczę, leżał i mocno krwawił. Mnie natychmiast zrobiło się i zimno, i gorąco. Później podałem mu jasiek, przykryłem kocem, ale on ciągle strasznie cierpiał i ciągle bardzo krwawił.
Esesmani i funkcyjni, praca niewolnicza, pierwszy dzień w obozie / Henryk Malicki
Pierwsze to nas wzięli do lekarza - oglądali czy nie mamy świerzbu lub czegoś innego. Potem głowę ogolili i do kąpieli. Nasze bety gdzieś zabrali, a dali nam ubrania obozowe. Tak robili w każdym obozie, że pierwsze były oględziny. Jak był świerzb to go trzeba zniwelować. Oni potrzebowali ludzi zdrowych, a chorzy się tam powoli wykańczali. Umarło tam paru chłopaków przez choroby, bo jak zjadł ukradkiem u ogrodników jakieś jarzyny z ziemią, to dostał tyfus brzuszny. Pracowało się u szewców, przy prostowaniu igieł, szyciu butów, u krawców, gdzie robiono różne rzeczy na potrzeby wojska, w ogrodach i na polach. Na polach była najlepsza robota, bo na świeżym powietrzu i można było coś zjeść - na wiosnę nie, ale jesienią już tak. Jak się im zachciało to robili nam musztrę: kazali robić żabki albo taki walec ciągnąć po żwirze. Nie uciągnęło się samemu, ale nas było dziesięciu, co ten walec ciągło. Kamienie nam kazali podrzucać i to była taka syzyfowa praca. Czasami ten Niemiec bez ręki chodził, to za byle co łup przez plecy, bił tym pejczem. On się najwięcej znęcał - to był sadysta.
Warunki życia w obozie, pierwszy dzień w obozie / Franciszek Wojczyński
W ten czas były duże mrozy i śniegi, wszyscy byli pędzeni do obozu. W obozie wszelkie kosztowności, to wszystko zabierano, głowy golono na zero. Opieszałych to zaraz bito. Wprowadzano taki reżim, żeby ludzie wyzbyli się ludzkich instynktów, żeby doszli do tego, że nie są ludźmi. Zostaliśmy umieszczeni w baraku numer 1, to były baraki, których pewna część nie była wyższa niż jeden metr. Coś w rodzaju psiej budy były budowane. One miały około 100 metrów długości i jakieś dziewięć szerokości. Trzeba było iść tylko gankiem, a tutaj już trzeba było się kłaść i leżeć i leżeliśmy na gołej ziemi przy 20-25 stopniowym mrozie. Barak nie miał ani dachu zabezpieczonego papą, tylko deski były pokładzione, deska, na deskę. Także jak śnieg padał, to na nas padał, jak deszcz padał, to też mokliśmy. Nazywane były baraki murzyńskie przez nas.
Pierwszy dzień w obozie / Józef Maksymiuk
Posłuchaj:
Pierwszy dzień w obozie / Alfons Andrzejewski
Posłuchaj:
Pierwszy dzień w obozie / Stefania Pawlak
Posłuchaj:
Warunki życia w obozie, Żywność w obozie, głód, pierwszy dzień w obozie / Halina Skalbmierska
Posłuchaj:
Pierwszy dzień w obozie / Stanisław Krawański
Posłuchaj:
Warunki życia w obozie, pierwszy dzień w obozie / Jan Makuch
Posłuchaj:
Esesmani i funkcyjni, pierwszy dzień w obozie
Edward Sypko

Texte alternatif

Warunki życia w obozie, pierwszy dzień w obozie
Henryk Wojtalewicz

Texte alternatif

Pierwszy dzień w obozie
Tadeusz Wyrwas

Texte alternatif

 
Dom Spotkan z Historią Ośrodek Karta Ośrodek Karta EACEA